poniedziałek, 16 lipca 2012

Powoli, powoli powstają spódnice z zasłon i żakardów, zdjęcia niedługo.
Tymczasem.

Zanim o sobie, to o kontekście (w filozofii mamy hermeneutykę - sztukę interpretacji, która zakłada, że nie istnieje rozumienie bez kontekstu). W świecie współczesnym, ciężkim od chińszczyzny, od identycznych sztuk przedmiotów wykonanych tanim kosztem, przedmiotów niskiej jakości, zaczyna liczyć się i cenić rzemiosło. Szuka się ludzi na stanowiska rzemieślnicze z wykształceniem technicznym, niekoniecznie wyższym, niekoniecznie intelektualizujących na siłę, niekoniecznie z głową pełną idei i braku jakiejkolwiek motoryki w rękach.

Nie wiem, czy to to zjawisko, czy autentyczna wolność w wyborze przedmiotu swojej pracy, powoduje, że mamy coraz to więcej projektantów, coraz więcej marek, tworzących przedmioty unikatowe. Czasem są to ludzie po prostu nazywający się projektantami. Mniejsza o nazwę, jest to spór bezsensowny, zależny od punktu widzenia. Blogi i modowi krytycy napędzają drobny szczurzy wyścig po bycie znanym, odróżnialnym. Podobno gdzieś trzeba bywać, i gdzieś się pokazywać.

Teraz o sobie. Na pierwszym roku filozofii, na zajęciach z ontologii, którychś z kolei, czytaliśmy Marksa (nie taki diabeł straszny). Marks mówi: praca nasz uczłowiecza. Praca nas wykształca. Zapamiętałam. Później był Fromm i teza, że nasza praca przekłada się na jakość życia. Nudzisz się w pracy - będziesz nudził się odpoczywając. W pracy szukam tego, co kocham - kochać chcę swoją pracę. Teraz już wiecie; od wyścigu szczurów staram się wzrok odwracać, na blogi czytanie nie mam cierpliwości, myślę o wynajęciu małego poletka własnej przestrzeni, i urządzenia go po swojemu. A jeśli się komuś to spodoba, to może nawet uda się z tego żyć. Żeby nie było, że winni się tłumaczą, wyartykułuję jaką płentę:

Sięgajcie po marzenia.